
Ultranowoczesny zakład Volkswagena we Wrześni uruchomiono pod koniec 2016 r. z myślą o produkcji do 100 tys. samochodów dostawczych rocznie i planowano, że na tę liczbę będą składać się zarówno VW Craftery,
jak i bliźniacze TGE sprzedawane przez sieć MAN Truck & Bus, może nawet 20 tys. szt.? Założenie było odważne, bo marka MAN nie miała do czynienia z tą klasą od wielu lat, ale doskonale poradziła sobie z zadaniem. W ub. roku nastąpiła pomyślna kombinacja chłonnego rynku i odetkania zatorów w dostawach podzespołów, a do tego technolodzy zakładu podkręcili tempo i Wrześnię opuściły rekordowe 103 tys. samochodów, w czym było równie szczytowe 27,7 tys. szt. TGE. To nie jest szczyt możliwości, na celowniku jest udział przekraczający 30%. W MAN-ie twierdzą nieskromnie, że po prostu sprzedają lepiej dzięki pełnemu zrozumieniu potrzeb profesjonalnych odbiorców. Do tego dochodzą drobne, ale istotne niuanse przy kompletacji, płynna współpraca z firmami zabudowującymi oraz praca własnego zakładu modyfikacji vanów w Sadach, dokładającego elementy niemieszczące się w takcie taśmy. Tam powstają m.in. wersje Combi, seryjne zawieszenie można zamienić na pneumatyczne i to na obu osiach, a silnik „podkręcić” do 204 KM. Niewiele już zostało na rynku samochodów dostawczych z fabrycznym pełnym napędem, ten atut jest wykorzystywany do cyklicznych widowiskowych pokazów TGE 4×4. MAN pozostał jedyną marką oferującą samochód 4×4 w klasie pow. 3,5 t, utrzymując w tym przypadku współpracę z austriackim dostawcą układu przeniesienia napędu, firmą Oberaigner.







